Blog > Komentarze do wpisu
Czarownice(wiedźmy)
"Wiedźmy, czyli osoby, które wiedzą" Czarownica była identyfikowana ze złem w sposób znacznie bardziej wyrazisty niż czarownik. Uważało się, że kobieta, jako pozbawiona siły fizycznej, kierująca się emocjami, jest bardziej niż mężczyzna narażona na diabelskie pokusy. Kobieta - w świetle opinii wielkich teoretyków kościoła, była bardziej niż mężczyzna mściwa, kłamliwa, przesądna i przesycona namiętnością. W zamian za umiejętność czynienia czarów, skłonna była do zawierania z siłami zła różnorakich paktów. Tak uzasadniano istnienie czarownic w sławnym "Młocie na czarownice" z 1487 roku. Jest oczywiste, że już w czasach przedchrześcijańskich wierzono w istnienie czarownic, lecz dopiero po chrystianizacji obraz wiedźmy uległ znacznemu wyostrzeniu. Przede wszystkim zaczęto je nierozerwalnie łączyć z pojęciem zła. Uważano, że obcują z diabłem i są jego służkami. Według wierzeń - wiedźmy były brzydkie, ułomne i stare, choć zdarzało się, że czarownica przeistaczała się w piękną dziewczynę, by wodzić na pokuszenie miejscowych młodzieńców. Charakterystycznym elementem stroju czarownic były szpiczaste czapki. Wiedźmy zwykły hodować czarne koty i latać na miotłach, a według innych podań również na zydlach bądź pogrzebaczach. Zresztą środek lokomocji nie miał wielkiego znaczenia, jako że wystarczyło posiadać specjalną maść i wszystko, co się nią posmarowało mogło latać - łącznie z samą czarownicą. W jej skład, wchodziły zazwyczaj rośliny halucynogenne, chociaż czasami uzupełniano je iście makabrycznymi składnikami. Czarownice współpracowały z diabłami. Osąd taki skrystalizował się, gdy Kościół Katolicki, potwierdził ten fakt i poparł go swoim autorytetem. Natomiast według wieści gminnych, wiedźmy z czartami się nie znosiły i każda ze stron próbowała wykorzystać drugą do swoich celów. Niesubordynację wiedźm karano bardzo surowo. Jeśli któraś z nich nie wywiązywała się ze swoich obowiązków, diabeł zabijał ją, a duszę wrzucał na dno piekieł. Czarownicą zostawało się praktycznie z dnia na dzień, bardzo często bez wiedzy samej zainteresowanej. Wystarczyło złożyć, nawet mało przekonujące zeznanie, w którym głównym dowodem na uprawianie niebezpiecznych czarów było stwierdzenie: "ona jest czarownicą"! Następnie należało przytoczyć wysokiemu sądowi efekty owych czarów. Na tym kończyła się rola oskarżyciela. Domniemanej czarownicy golono włosy, by ukryty w nich diabeł nie przejmował jej cierpień, a następnie ubierano ją w obdarte szaty obwieszone obrazami świętych. Resztą zajmowali się już specjaliści od przesłuchań. Dzięki bardzo wyrafinowanym i wymyślnym działaniom, zazwyczaj udawało się niezbicie stwierdzić winę oskarżonej. Nie było to trudne, zwłaszcza, że ostatecznym dowodem grzechu było przyznanie się do niego. Z braku czasu, ówcześni śledczy, stosowali nadzwyczaj skuteczne postępowanie uproszczone. Do czarów przyznawało się praktycznie sto procent oskarżonych. Nie ma się zresztą czemu dziwić. Do ulubionych argumentów wspomnianych śledczych należało miażdżenie palców, hiszpańskie buty, przypiekanie boków stalą i siarką oraz kilka innych tortur, w tym sławna próba wody. Wśród znawców czarownic panowało przekonanie, że są one bardzo lekkie. Jeśli więc wrzucić je do wody, powinny się na niej unosić. Te, które ze względu na swoją obfitą garderobę, unosiły się na wodzie, jako czarownice były topione, pozostałe topiły się same. Jak widać, niezależnie od winy oskarżonej, domniemana czarownica ponosiła śmierć. Należy wiedzieć, że w średniowieczu, kara długiego więzienia nie była zbyt popularna. śmierć była karą zasadniczą. Oczywiście by było sprawiedliwie, w zależności od winy, umrzeć można było od razu, bądź dopiero po jakimś czasie, zwykle przeznaczonym w całości na tortury. Śmierć dla heretyka i czarownicy uważano za jedyne słuszne wyjście conajmniej z trzech powodów: śmierć skracała cierpienia, ratowała innych od zgubnych wpływów diabelskich praktyk, a co najważniejsze - nie pozwalała czarownicy dalej grzeszyć. Tak więc śmierć ratowała samą oskarżoną. Wobec takiego podejścia i panującej psychozy strachu, głos rozsądku nie mógł być słyszany. Czarownice bardzo często już na stosie odwoływały swoje zeznania. Dlaczego więc, gapiowie, zazwyczaj bardzo tłumnie zgromadzeni, pozostawali głusi na te krzyki? Otóż w owych czasach, jakakolwiek odrębność groziła gniewem reszty społeczności. Taka niechęć bardzo często kończyła się oskarżeniem o czary. Jeśli ktoś chciał przeżyć, musiał być przeciętny. Zbyt dobre prowadzenie gospodarstwa, nadmiar energii, albo ponadprzeciętna inteligencja mogła być wystarczającym powodem oskarżenia. Polska nie była wyjątkiem. U nas również toczyły się procesy o czary. Lecz sędziowie starali się zachować resztki rozsądku i nie forowali bezwzględnych kar tylko z powodu złośliwych oszczerstw. Poza tym zdarzały się przypadki, gdy ktoś wnosił pozew o niesłuszny zarzut czarowstwa. Bywało, że wygrywano takie procesy, lecz mogli tego dokonać jedynie bogaci, którzy i tak oskarżeniom ulegali bardzo rzadko. Biedni, będący najczęściej posądzani o czary nie mieli szans obrony. Ciekawostką jest to, że w owych czasach spożywano ogromne ilości alkoholu. Wprawdzie było to słabe piwo i wino, lecz pito je praktycznie wszędzie, nie wyłączając procesu i samych sędziów. Jaki wpływ miało to na wydawane wyroki, trudno stwierdzić, lecz trzeba przyznać, że z pewnością nie pomagało to zachować pełnej obiektywności. Skąd u ludzi brało się przekonanie o tym, że widzieli niezwykłe zjawiska? Mogli kłamać - to oczywiste. Lecz naukowcy doszli również do innego wniosku. Na ówczesnym powszechnie spożywanym ziarnie, rozwijały się pewne formy grzybów, które miały silne właściwości halucynogenne. Wniosek nasuwa się sam - jeśli teza ta jest prawdą, wówczas ludzie rzeczywiście mogli być świadkami magicznych praktyk. Ostatni sąd nad wiedźmą odbył się w Wieluniu w 1775 roku. Niespełna rok później Sejm uchwalił ustawę zabraniającą przeprowadzania procesów i palenia czarownic. Nie zmieniło to faktu, że ludzie nadal w nie wierzą. Jeszcze nie tak dawno, pewna kobieta z Łodzi, zarzucała znachorce, że ta stała się przyczyną jej nieudanego związku małżeńskiego. Sprawa trafiła do sądu. Na szczęście dla znachorki czasy inkwizycji dawno już minęły. A wiara w czarownice? Jak widać była i będzie.
niedziela, 20 listopada 2005, weronika778